Dżoni cz. 1

Opublikowano przez dnia Sie 2, 2007 w Inne artykuły | 0 komentarzy

Dżoni wracał do domu po ostrej popijawie. Miał przed oczami obraz żony krzyczącej na niego i tego wszystkiego, co go za chwilę spotka. Wcale nie miał ochoty wracać. Powłóczył więc bezwładnie nogami, starając się odciągnąć straszną chwilę. Wkrótce zobaczył zarys swojego domu. Wielka, wiktoriańska posiadłość, na szczycie wzgórza wyglądała majestatycznie i strasznie. Szczególnie tej nocy, gdy niebo przeszywały błyskawice, a do uszu dochodził dźwięk grzmotów. Powoli wchodził po schodach, zataczając się. Gdyby był trzeźwy, może jego podejrzenia zwróciłyby zakrwawione schody, lub kawałki ciała dzieci i żony walające się wśród kwiatów.

Jednak Dżoni był zbyt upity by zwracać uwagę na drobiazgi. Dotarł do drzwi. Delikatnie nacisnął klamkę i wślizgnął się do domu, tak by nie obudzić żony. Zdziwił się, że żona nie stoi przy drzwiach z wałkiem w ręku. Ucieszył się nawet.

Poszedł do swojej sypialni na górze. Zapomniał przebrać się w piżamę tak bardzo był śpiący. Także przez to nie zauważył, że żony nie ma w łóżku. Następnego dnia obudziły go dziwne piski. Dżoni jednak, człek głupi, ale nie przesądny nie wierzył, że to duchy. Zszedł na dół, sięgnął po włącznik, by zapalić światło. Poszły jednak korki.

„Kurwcze” ? przeklął szpetnie Dżoni. Szedł dalej po ciemku. Nadal nie podejrzewał, że to duchy. Zszedł więc na dół. Po omacku znalazł latarkę. Zapalił ją, a tam? tchórzofretka. Podskoczył ze strachu. Miał tchórzofretkofobie. Sięgnął po obrzyna po czym strzelił w łeb tchórzofretki, której mózg wylądował na ścianie.

Dopiero po chwili przypomniał sobie, że jego córka miała tchórzofretkę.

„Nędzna istota” ? pomyślał Dżoni. Zawsze tak mówił o swojej córce. Miała całą hodowlę tchórzofretek tylko po to, by dręczyć swojego ojca. Inna sprawa, że tylko dzięki niej miał za co pić. Sprzedawała potrawkę z tchórzofretek w sosie własnym. Teraz jej głowa leżała na trawniku przed domem, a jej zmutowane tchórzofretki zombie atakowały dom. Dżoni jak zwykle zachował przytomność umysłu ? poszedł się napić.

Po pół litrze wrócił do eksploracji swojego domu. Wolnym krokiem wrócił do hallu, tym razem zataczając się ? przybyło mu odwagi. Zajrzał więc do ciemnej piwnicy, do której drzwi prowadzące wyglądały jak przepastna jama gębowa tchórzofretki – giganta. Wszedł więc, nie bardzo wiedząc co robi. A tam, to czego by się w życiu nie spodziewał ? kryjówka Gangu Tchórzofretek, na którego czele stał sam El Tchórzofretko del sol der Sur. Dżoni myślał (o ile w ogóle wtedy myślał), że to zwykła impreza. Jego podejrzeń nie wzbudziły leżące na stole zwłoki żony z piłą wbitą między oczy.

„Cześć kochanie” ? powiedział nasz pijaczyna. Po czym pomaszerował dalej, zastanawiając się, gdzie widział te kobietę co leży na stole? Dopiero po tygodniu uświadomił sobie, że to była jego żona. Ale wróćmy do piwnicy. Dżoni rozsiadł się wygodnie na jakiejś śpiącej tchórzofretce, myśląc że to krzesło. Ta szybkim ruchem dziabnęła go w du? ży palec. Pijaczek jednak, był tak nachlany, że nawet tego nie zauważył. Zawołał barmana (przynajmniej tak myślał Dżoni) i zamówił drinka.

„Barmanem” był jednak Zdzisław Sadycha (z domu Siekacz). Postanowił zająć się „klientem”. Zaczął od odrywania paznokci. Biedny, nieczuły Dżoni myślał, że robią mu manicure. Zdzisław zaczął więc odcinać całe palce. Nawet to nie ruszyło pana Opijusa (bo tak miał na nazwisko Dżoni). Sadycha poszedł więc po samego El Tchórzofretko del sol der Sur, w skrócie Tchórza. Słynął on z tego, że umiał każdego zmusić do krzyku. Tak więc podszedł do Dżoniego. Kazał zamknąć się z nim w ciemnym pokoju. Po godzinie inne zmutowane tchórzofretki usłyszały krzyk. „Długo się trzymał, ale w końcu wymiękł” ? myślały tchórzofretki. Prawda była zgoła inna. To El Tchórzofretko del sol der Sur krzyczał. Dlaczego? Dżoni, pomimo usilnych starań nie krzyknął ani razu. Jak później powiedział w jednym z wywiadów ? „Jestem niemową”. Do dziś nie wyjaśniono jak on to powiedział. I tak oto kończy się opowieść o Dżonim Opijusie. Ale czy na pewno kończy?

Dodaj odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *