Dżoni cz. 4

Opublikowano przez dnia Sie 17, 2007 w Inne artykuły | 0 komentarzy

Dżoni obudził się pod budką.

„No tak. Nawet tu fajnie, ale trochę niewygodnie. Choć do sklepu mam bliżej niż z posiadłości.” ? zaczął się zastanawiać nad straconą chatą. Przedramię trochę go jeszcze bolało od siekiery.

„Dobra, czas się ruszyć” ? Dżoni wstał powoli i zataczając się dotarł do monopolowego „Raj Pijaka”. Kupił zgrzewkę wódki i poszedł pod swoją posiadłość (byłą). Dopiero tuż przy niej przypomniało mu się, że ją stracił.

„O żeszku włoski” ? Dżoni zdradzał podenerwowanie. Sprawdził portfel. Wciąż zostało mu 299 500 zł.

„Skąd ja wezmę te 500 zł?” ? myślał intensywnie. Postanowił zostać? żigolakiem. Niestety jego niezbyt urodziwa facjata nie pozwalała na opłacalne wykonywanie zawodu. Jedyną klientką była podstarzała, rudowłosa, pryszczata, gruba, śmierdząca, ślepa pracownica oczyszczalni ścieków. Dżoni nie zmarnował jednak lekcji danej mu przez życie i postanowił zatrudnić się w oczyszczalni ścieków. Praca ta dla Dżoniego była? przyjemna. Dlaczego? Cóż, w szkole słynął z zamiłowania do wąchania wszelakiej maści fekaliów. Hobby dziwne. Ale co kraj to obyczaj, a Dżoni pochodził ze wschodniej Rosji, ale wychowywany w Polsce, przez ojca Amerykanina i matkę pół-indiankę pół-kosmitkę wyrósł na pewien misz-masz kulturowy. Tak więc jego zainteresowania mogły być „nieco” inne niż rówieśników. Ale Dżoni wyrósł, zmężniał i w ogóle się zmienił. Tak więc pracował w oczyszczalni na etacie nurka. Wkrótce jednak zdarzyło się coś niespodziewanego ? Dżoni prawie utonąłby w ściekach. Trauma po tych wydarzeniach nie pozwoliła mu dalej pracować w oczyszczalni. Zatrudnił się więc jako kierowca śmieciarki. Wkrótce został wywalony z roboty za brawurę. Potrącił latarnię, która przewróciła się na druty wysokiego napięcia, powodując spięcie w oddalonym o 2,5 km mieście, co z kolei spowodowało wybuch pożaru, który spłoszył wiewiórkę z pobliskiego lasu, która uciekając spowodowała wypadek samochodowy, w wyniku którego, oderwane koło od samochodu uderzyło w płot gospodarstwa, budząc tym samym gospodynię, która swym krzykiem obudziła męża, który uderzył się przez to w głowę.

Dżoni pracował także jako kosiarz, Święty Mikołaj, strajkujący rolnik, wyjadacz robali i w wielu innych zawodach. W końcu udało mu się uzbierać 500 zł. Poszedł więc wykupić swój dom. Jednak dom podrożał w tym czasie o całą złotówkę! Dżoni szukał po wszelkich swoich kieszeniach. Nie mogąc znaleźć ani grosza wykrzyknął:

„ŹDZIERSTWO!!!” ? kopiąc przy tym z półobrotu w twarz sprzedającego. Dzięki temu ostremu argumentowi cena spadła o cały 1 zł, powodując, że Dżoni mógł odzyskać swą posiadłość. Tak mu się przynajmniej wydawało. Prawda była zgoła inna. Dżoni zakupił starą szopę, zamieszkaną przez Bojownicze Wiewiórki Ninja. Gdy przekroczył próg szopy, zaatakowała go jedna z nich. Podskakiwała śmisznie, kręciła salta w powietrzu, wywijając przy tym śmiesznie gierkami. Na koniec pokazała ostre ząbki, po czym rzuciła się z piskiem na Dżoniego. Ten nawet tego nie zauważył, dopóki wiewiór nie zaczął mu się wgryzać w oko. Ponieważ był trzeźwy, poczuł ból. Straszliwy, okropny ból. Chwycił wiewiórkę za mały, rudy ogon i rzucił nią o ścianę szopę. Wiewiórka roztrzaskała się o nią z hukiem, a kawałki jej mózgi walały się po całej szopie. Nagle z kąta wyszła cała banda wiewiórek.

Jedne z nich miały shurikany, inne wakazashi, jeszcze inne katany. Rzuciły się na Dżoniego ze straszliwym piskiem i jazgotem. Gdyby wczoraj nie zjadł tyle, grochówki, niechybnie by zginął. Jednak gazy jelitowe, od dawna dążące do wydostania się z ciała Dżoniego, w końcu znalazły szansę ucieczki. Podobno huk słychać było w oddalonych o 30 km Wałokoniach Dolnych. Dżoni cudem przeżył tę „implozję”. Nie można tego było powiedzieć o wiewiórkach. Te, dymiące i śmierdzące, leżały martwe, powalone okrutną siłą, jaka drzemie w grochówce. Dżoni stał teraz pośród nich, patrząc z tryumfem na zwęglona ciała. Zaśmiał się okropnie. W jego tępej głowie zrodził się straszliwy plan. Plan, który miał zamiar wprowadzić w życie.

Dodaj odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *