Dżoni cz. 5

Opublikowano przez dnia Sie 23, 2007 w Inne artykuły | 1 komentarz

Dżoni już miał odpalić „limuzynę”, gdy nagle odechciało mu się podboju świata.

„Ech, wracam na stare śmiecie” ? stwierdził. Wrócił więc na najbliższą stację PKP, chcąc wrócić pociągiem do domu. Zrobił tak, ponieważ miał sentyment do kolei z lat dziecięcych. To w pociągu wyżulił pierwsze pieniądze. To w pociągu spotkał Mietka po raz pierwszy. To w pociągu spędził najupojniejsze chwile z Bronią. Jedyne zresztą. Tak więc wsiadł do wagonu. Niedługo cały skład ruszył. Kiedy wsiadł do przedziału nie zauważył jednak, kto siedzi przed nim. Była prześliczna. Szczupła, w odpowiednich miejscach zaokrąglona. Dżoni nie mógł oderwać od niej wzroku. To była „Żulówka EXSTRA”. Polecał ją kiedyś sam Ernest Butelkoręki.

Dżoni rzucił się na nią niczym drapieżny tygrys skaczący na bezbronnego i niewinnego królisia pysia. Chwycił ją, i zaczął pieścić delikatnie. Wydawał przy tym odgłosy przypominające odgłosy kopulacyjne, przez co jego przedział był omijany. Weszła tylko jedna osoba ? gej znany w całym świecie jako Edek Pedol. Zaczął się przymilać do Dżoniego.

„Jak się nazywasz, przystojniaku?” ? spytał pedalsko miękkim głosem.

„A spierpapierzolaj” ? Dżoni próbował być miły.

„Jesteś ostry” ? Edek już chciał go pocałować, gdy Dżoni przylinił mu z butelki. Ta jednak nie wytrzymała i pękła. Dżoni wpadł w furię. Chwycił resztki butelki i wepchnął je Edkowi do gardła i pokręcił. Ten zaczął się krztusić własną krwią. Dżoni jednak nie poprzestał na tym. Rozcinał różne rzeczy, ale opis tego pozwolę sobie pominąć, ze względu na zdrowie psychiczne czytelników. Tak więc Dżoni siedział w przedziale wraz ze zmasakrowanym Edziem. Dawno przestał zlizywać z podłogi resztki „Żulówki”. Był przygnębiony – „Wujowski pedzio. Przez niego straciłem marzenie życia” ? Po tych słowach zapłakał gorzko. Ciężko mu było się pogodzić z tą stratą.

„Dlaczego, ach dlaczego? Przebacz mi, przebacz! Wódeńko!” ? jego rozpacz była nieopisana. Postanowił ze sobą skończyć. „Ale jak?” ? myślał.

„Dobra, poczekam jeszcze” ? stwierdził po namyśle. Tak więc siadł znowu i począł rozmyślać nad swoim życiem. Wydawało mu się dotąd Idyllą, jednak po dzisiejszym incydencie. Jego świat legł w gruzach. Z letargu, w jaki wpadł wyrwał go dopiero dźwięk rozdzieranego metalu, jęki umierających i krzyki rannych. Przespał katastrofę kolejową.

„Ech, co za czasy. Żeby człowiek się nie mógł wyspać?” ? powiedział, po czym zaczął się gramolić w stronę wyjścia. Na dachu, a właściwie teraz podłodze (wagon wywrócił się) spoczywały zwłoki Edka.

„Mam szczęście że była ta katastrofa. Inaczej posądziliby mnie o zabójstwo” ? Dżoni myślał aż nazbyt trzeźwo. To był zły znak. Zawsze kiedy myślał trzeźwo działo się coś złego. Tak było i tym razem. Gdy tylko wystawił głowę za wagon został uderzony bejsballem.

„AAAAŁŁŁ!!” ? krzyknął. Drugie uderzenie.

„AAAŁA!!” ? zakrzyknął po raz drugi.

„Pałojcje go, pałojcje!” ? krzyknął ktoś. Okazało się, że pociąg wykoleiła rosyjska mafia. Dżoni rozejrzał się po okolicy. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że obrywa z bejsballa w łeb. Przy następnym zamachu chwycił gościa za nogę i przewrócił, po czym wziął bejsballa i pociągnął mu solidnie w łeb. W bezpośrednim starciu łeb okazał się mniej trwały od bejsballa. Dżoni miał siłę w rękach. Powoli odszedł od wagonu i zapytał jednego z ruskich gdzie jest.

„Na Sybirze jesteśmy, towarzyszu” ? powiedział Rosjanin przed śmiercią. „Postkomunista pedalski” ? Dżoni miał złe wspomnienia z czasów PRLu. Ruszył przed siebie, pod pachą niosąc butelkę spirytusu, którego znalazł przy Rusku.

Jeden komentarz

  1. Świetne!

Dodaj odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *