Dżoni cz. 6

Opublikowano przez dnia Sie 31, 2007 w Inne artykuły | 0 komentarzy

Dżoni przedzierał się przez tundrę. Miał już dość, był spragniony, zmarznięty i głodny. Nagle w śniegu zobaczył ślady. Prowadziły prosto w las. „Pewnie wiewiórka” ? pomyślał Dżoni. Po chwili stwierdził jednak, że wiewiórki zostawiają inny ślad niż odcisk wojskowego buta. Poszedł więc za śladami. Prowadziły one do tajnej rosyjskiej bazy wojskowej. „Przeklęte komunisty” ? Dżoni jak wiecie, nie pałał entuzjazmem do komunistów, którzy to w 79 zabrali mu skrzynkę wódki. Zacisnął więc bejsballa w dłoni, po czym zaczął się skradać w stronę wieżyczki strażniczej. Szybko stwierdził, że baza nie jest dostatecznie chroniona. Kilka T – 72 i T – 80, dwa Mi – 24, kilkanaście UAZ’ów, do tego 4 stanowiska KMów, plus około 100 żołnierzy uzbrojonych w AK – 47.

Dla desperata – pijaka, jakim był Dżoni, nie był to wymagający przeciwnik. Dodatkową motywacją było to, że wiedział, że gdzieś tam jest wódka. Przeskoczył skałę, za którą się chronił, i szybko wspiął się na wieżyczkę. Niczym Sam Fischer, po cichu eliminował kolejnym Rusków. Wkrótce połowa bazy leżała martwa, druga połowa próbowała uciec. Jednak Dżoni każdego kogo zobaczył, mordował. Garstka żywych żołnierzy schroniła się w bunkrze przeciwatomowym.

„Baj, bejbes” ? powiedział Dżoni, wrzucając granat do bunkra i zamykając drzwi. Później otworzył właz, wskoczył do środka i zrobił krwawą rzeźnię. Tak się odstresowywał. Podszedł do największego budynku w bazie.

„Tam musi być coś do picia” ? stwierdził błyskotliwie , po czym mocnym kopniakiem otworzył drzwi. W środku pachniało pięknie. Dżoni uwielbiał zapach alkoholu, a ten był wyjątkowo przyjemny.

„Kocham zapach alkoholu o poranku” ? skwitował Dżoni i zabrał się za eksplorację budynku. Nie znalazł jednak nic interesującego. Kilka latających talerzy, zwłoki kosmitów, eksperymentalne rosyjskie bombowce nuklearne i tym podobne pierdoły. Zawiedziony, doszedł w końcu do Sali z jakimś wielkim urządzeniem. „Łotz dat?” ? pomyślał. Chciał włączyć światło, jednakże kliknął coś zgoła innego. Reaktor jądrowy przebudził się jakby nie pracował kilkanaście dni, a nie lat.

„Eeee, o co loto?” ? Dżoni był zdezorientowany. Wkrótce zaczął ładnie świecić, a zielone refleksy na trzeciej ręce wyglądały naprawdę malowniczo.

„Wiedziałem, że tym Ruskom ufać nie można” ? Dżoni był trochę podenerwowany.

„Spadam stąd” ? po czym wyszedł z komory reaktora. Spytacie zapewne, jak przeżył tam tak długo? Odpowiedź jest prosta ? korzenie Dżoniego. Pradziadek ojca córki syna wujka babci kiedyś zjadł trochę radu, jednak się nie zatruł. Dżoni odziedziczył po nim tę umiejętność.

„Jednak mutacje czasem się przydają. I fajnie wyglądam ze skrzydłami” ? stwierdził, po czym odleciał w kierunku bliżej nieokreślonym. Wkrótce przybył do Moskwy.

Dodaj komentarz