Wino owocowe to też wino

Opublikowano przez dnia Paź 11, 2008 w Wina | 0 komentarzy

Wino owocowe to też wino. Tyle, że owocowe. Najpierw do takiego wniosku doszła Komisja Europejska.

W środę przegłosował to Parlament Europejski. I wszystko wskazuje na to, że nasza polska pryta będzie mogła stać w sklepach całej unii. Tyle, że nasze wytwórnie nie palą się do międzynarodowej ekspansji, bo wino im dalej jedzie, tym staje się droższe. A u nas im wino tańsze, tym lepsze – To jest produkt najtańszy i piją go ci, co mają mało pieniędzy – stwierdza Marian Turek, dyrektor handlowy wytwórni Djass z Józefowa. Ma rację. Wystarczy się rozejrzeć w okolicach osiedlowych sklepów. Ale kiepskie opinie o tanim winie Turka wcale nie wzruszają. – To towar jak każdy inny. Jak są klienci, to są też producenci.

Teraz przyszłość jabola rozstrzyga się w Brukseli. Gra idzie o to, czy ów wyrób alkoholowy będzie mógł być oznaczany słowem „wino”. Pomysł poparła Komisja Europejska. W środę za takim rozwiązaniem zagłosował też Parlament Europejski. Sprawę mocno forsowali europosłowie z Polski. Tłumaczyli, że w naszym kraju tradycja produkcji win owocowych sięga XIII wieku.
Jestem przedstawicielem kraju, w którym wino głównie się konsumuje – mówił podczas debaty w Brukseli Andrzej Zapałowski, śląski eurodeputowany Ligi Polskich Rodzin. – Obywateli mojego kraju interesują dwie kwestie: cena i jakość. Mniejsze znaczenie ma etykieta określająca markę, a za tę etykietę niejednokrotnie trzeba więcej zapłacić niż za jakość wina.

Szampan dla mas

Podstawowym surowcem do produkcji win owocowych w Polsce są jabłka. Produkuje się z nich 99 proc. tego typu trunków. Bardzo rzadko do kadzi trafiają owoce kolorowe takie jak wiśnia i aronia, a sporadycznie malina. Owe dodatki można spotkać jedynie w tanich winach z droższej półki. Stąd powszechna nazwa „jabol”.
W Polsce tanie wino doczekało się nawet literackich opisów, jak choćby w piosence „Jabol punk” KSU.
Czy jabole mają szanse na unijnym rynku? – śmieje się Siczka, wokalista KSU. – One w ogóle na polskim rynku nie powinny się znaleźć. Obecnie nie mają nic wspólnego z winem.
Rzeczywiście, w większości przypadków są to produkty winopochodne – przyznaje Turek. A wino owocowe jest tylko jednym z ich składników. Reszta to: syrop glukozowy; aromat; E150d – barwnik; kwas cytrynowy – regulator kwasowości; E950, E954 – substancje słodzące oraz konserwanty E202 i E220 (to akurat nic innego jak SO2, czyli dwutlenek siarki).

K jak kulturalne

Miłośnicy tanich win mają nawet swój portal internetowy www.winka.net. Twórcą strony jest 25-letni Daniel z Chełma. – To był w sumie przypadek. Około 7 lat temu mój brat zaczął tworzyć stronę www o muzyce. A mój brat jest mocno opiekuńczy i kazał mi robić stronkę o czymkolwiek; żebym się nauczył. Długo szukałem tematu i w końcu doszedłem do wniosku, że znam się na winach owocowych – wspomina Daniel. Strona działa do dziś i ma się nieźle. Znaleźć można na niej bazę – uwaga! – 1541 rodzajów taniego wina z wyszczególnieniem producentów i kategorii trunku: J (jabol), N (nalewka) lub K (kulturalne).
Internauci zamieszczają własne recenzje trunków i wystawiają im oceny. Przodujące w rankingu Jabłuszko Sandomierskie forumowicz Bioly_kilianski opisuje tak: „Wino ma charakterystyczny, kwiatowy bukiet, jest rewelacyjne podczas wędkowania (…) Smakuje do jasnego pieczywa z pospolitymi dodatkami„.

Smak ławki

Z butelką wina poszliśmy do eksperta, właściciela jednej z lubelskich restauracji szczycącej się sporym wyborem drogich, markowych win. Wybór padł na trunek za jedyne 3,40 zł (plus 50 groszy kaucji za butelkę).
Wino ocenia się w czterech etapach. Pierwszy to oko, czyli jak wino wygląda. Liczy się kolor i klarowność. Sprawdza się też jego łzy, czyli krople, które zostawia na ściance kieliszka po zawirowaniu cieczy. Drugi etap to nos. Czyli to wszystko, co można znaleźć w jego zapachu. Charakterystyczne nuty owocowe. Później wśród tysięcy smaków szukamy tych, które są charakterystyczne dla danego szczepu. A na końcu finisz wina, który może być długi albo krótki, w zależności od tego, jak długo smak pozostaje nam na podniebieniu i w przełyku.
Tyle teorii. Czas na praktykę.
W eleganckiej restauracji łatwiej o gustowny korkociąg, niż cokolwiek, czym można by wyjąć z szyjki plastikową zatyczkę. W końcu się udaje. – Widzimy zamierzchłą historię PRL, wesela i ludzi zalegających w rowach. Ale też lata 60. i 70, czyli czas Woodstock i nieźle bawiącej się młodzieży – wyjaśnia nostalgicznie ekspert.

  • A łzy?
  • To nie łzy, tylko piana.
  • Nos?
  • Trochę to przypomina sfermentowany kompot babci z czasów dzieciństwa i pierwsze licealne spotkania z kolegami na ławce.
  • Smak?
  • Co to jest? Czarna porzeczka? To ciekawe, bo jej tu nie czuć. Słodkie, powiedziałbym nawet, że lepkie. A finisz ma bardzo długi. Domyślam się, że po kilku butelkach może bardzo długo finiszować w głowie.

Dobre, bo tanie

Teraz tanim winem zajmują się eurokraci. Parlament Europejski zdecydował, że trunki z owoców wszelakich można oznaczać następująco: „wino owocowe” lub „wino… (tu nazwa owocu)”.
Po głosowaniu w PE sprawą musi się zająć jeszcze Rada Unii Europejskiej. Specjaliści zbiorą się w przyszłym tygodniu – informuje nas Hanna Jeziorańska z polskiego przedstawicielstwa Komisji Europejskiej.
Polskim wytwórniom do unii się nie spieszy. – My produkujemy tylko na lokalny rynek. Województwo lubelskie, świętokrzyskie i mazowieckie – mówi Turek. – Bo tanie wino ma być tanie. Dlatego tniemy koszty, a transport sporo kosztuje.
Wojciech Gilewski dodaje, że na runek unijny nie wejdziemy: To duże nakłady. Poza tym europejscy konsumenci wolą wina gronowe – wyjaśnia dyrektor do spraw sprzedaży w zakładach w Dwikozach.
Ale w Europie już teraz pijają jabole. – Bo swoje wino z jabłek mają też Niemcy, Francuzi i Austriacy – dodaje Turek. A Polacy, którzy wyjechali za chlebem do Wielkiej Brytanii nierzadko ów chleb popijają miejscowym gazowanym jabcokiem o wdzięcznej nazwie cider.
Ale nawet ten najtańszy jest bardziej szlachetny w smaku od naszego – mówi Przemek, który pół roku spędził w Szkocji.

Chełmskich sklepów żal

Daniel na swoją stronę o tanich winach zagląda teraz z Rzeszowa, dokąd wyjechał na studia. I tęskni za tym wielkim wyborem na dolnych półkach chełmskich sklepów. – Rzeszów przegrałby z Chełmem pod względem ilości win w mieście – przyznaje z żalem. Nie pije codziennie, ani kilka razy w tygodniu. Ale jak trafi na okaz, którego jeszcze nie skosztował, to i owszem. – Cena była ważna, jak byłem młodszy. Obecnie to tylko sentyment i smak. Po prostu lubię te wina i nie ma się czego wstydzić.
Teraz poluje na wino, które wśród amatorów takich trunków jest prawdziwym unikatem. – Podobno ostatnio ktoś widział je w Krakowie – mówi Daniel. Z nóg powala już sama nazwa: „Sperma Szatana”.

Źródło: dziennikwschodni.pl

Dodaj odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *