Szukaj

Kategoria: Inne artykuły

Grzane wino, jak sama nazwa sugeruje, ma za zadanie przede wszystkim ogrzać. Dlatego też nie dziwi fakt, że na stokach narciarskich cieszy się taką popularnością. Po kilku godzinach jazdy na nartach, zmęczeni ludzie chętnie sięgają po ten napój, aby później napełnieni nową siłą powrócić na stok. Jednak czasem zapominają oni lub lekceważą fakt, że oprócz siłami, ich organizm został także napełniony alkoholem.

Za sprawą wyżu demograficznego w ostatnich latach w Polsce branża ślubna przeżyła prawdziwy renesans. Odbyło się tak dużo przyjęć weselnych , że w ciągu zaledwie kilku lat tradycyjne polskie wesele  przeszło wiele zmian w tym także sposób serwowania trunków wysokoprocentowych oraz ich rodzaj serwowany podczas wesela. Do niedawna tradycyjne polskie wesele kojarzone było z szaleńczą zabawą w remizie w której grała fałszująca orkiestra weselna, goście zaś spożywali głównie wódkę i tzw. „księżycówkę”. Jednak duży popyt w branży ślubnej spowodował, że właściciele restauracji i domów weselnych prześcigali się w atrakcjach co zmieniło zupełnie obraz dzisiejszego przyjęcia weselnego.

Już w dniach 12-15 sierpnia poznański Stary Rynek po raz kolejny stanie się kulinarnym epicentrum Polski. Na IV Ogólnopolski Dobrego Smaku zapraszają producenci regionalnych specjałów ze wszystkich zakątków Polski i wielu miejsc w Europie. Nie zabraknie muzyki, spotkań autorskich, pokazów kulinarnych, degustacji i konkursów.

Dżoni przedzierał się przez tundrę. Miał już dość, był spragniony, zmarznięty i głodny. Nagle w śniegu zobaczył ślady. Prowadziły prosto w las. „Pewnie wiewiórka” ? pomyślał Dżoni. Po chwili stwierdził jednak, że wiewiórki zostawiają inny ślad niż odcisk wojskowego buta. Poszedł więc za śladami. Prowadziły one do tajnej rosyjskiej bazy wojskowej. „Przeklęte komunisty” ? Dżoni jak wiecie, nie pałał entuzjazmem do komunistów, którzy to w 79 zabrali mu skrzynkę wódki. Zacisnął więc bejsballa w dłoni, po czym zaczął się skradać w stronę wieżyczki strażniczej. Szybko stwierdził, że baza nie jest dostatecznie chroniona. Kilka T – 72 i T – 80, dwa Mi – 24, kilkanaście UAZ’ów, do tego 4 stanowiska KMów, plus około 100 żołnierzy uzbrojonych w AK – 47.

Dżoni już miał odpalić „limuzynę”, gdy nagle odechciało mu się podboju świata.

„Ech, wracam na stare śmiecie” ? stwierdził. Wrócił więc na najbliższą stację PKP, chcąc wrócić pociągiem do domu. Zrobił tak, ponieważ miał sentyment do kolei z lat dziecięcych. To w pociągu wyżulił pierwsze pieniądze. To w pociągu spotkał Mietka po raz pierwszy. To w pociągu spędził najupojniejsze chwile z Bronią. Jedyne zresztą. Tak więc wsiadł do wagonu. Niedługo cały skład ruszył. Kiedy wsiadł do przedziału nie zauważył jednak, kto siedzi przed nim. Była prześliczna. Szczupła, w odpowiednich miejscach zaokrąglona. Dżoni nie mógł oderwać od niej wzroku. To była „Żulówka EXSTRA”. Polecał ją kiedyś sam Ernest Butelkoręki.

Dżoni obudził się pod budką.

„No tak. Nawet tu fajnie, ale trochę niewygodnie. Choć do sklepu mam bliżej niż z posiadłości.” ? zaczął się zastanawiać nad straconą chatą. Przedramię trochę go jeszcze bolało od siekiery.

„Dobra, czas się ruszyć” ? Dżoni wstał powoli i zataczając się dotarł do monopolowego „Raj Pijaka”. Kupił zgrzewkę wódki i poszedł pod swoją posiadłość (byłą). Dopiero tuż przy niej przypomniało mu się, że ją stracił.

Dżoni siedział w swoim domu. Powoli kończyły się fundusze na wódkę. Postanowił więc sprzedać swoją posiadłość. Ciężko mu było rozstać się z domem, ale cóż, od czego jest budka telefoniczna? Jego posiadłość została sprzedana za 300 000 zł. Wódki nie powinno więc zabraknąć przez najbliższe kilka miesięcy.

Wracając, został zaczepiony przez dresów.

Dżoni. To imię wam coś mówi? Mi owszem. To ten pijak, co to jak się uchleje, to potrafi zjeść kota z sierścią. Nie żartuję. Kiedyś, po skończonej popijawie, pewien kot tak go zdenerwował, że zjadł go całego. Prawdę mówiąc, kot ten odegra znaczną rolę w tej historii.

Tak więc zacznę już moją opowieść. Było to nie tak dawno temu. Dżoni balował ze swoimi kumplami. Jak zwykle siedzieli pod budką telefoniczną. W pewnym momencie podszedł do nich żul, którego z początku nikt nie rozpoznał. Dopiero po chwili Dżoni zauważył, że to jego kumpel z podstawówki, Mietek Żul.